Wstając cicho z łóżka, kładzie nagie stopy na chłodnej,
drewnianej podłodze. Przez jej ciało przechodzi dreszcz z powodowany chłodem
bijącym w mieszkaniu. Kroki echem odbijają się od czterech ścian pokoju.
Kieruje się w stronę łazienki ,za której drzwiami jej ciało znika. Po krótkiej
chwili daje się słyszeć szum wody ,a okienko w drzwiach lekko zaparowuje.
Młody mężczyzna ,leżący na łóżku powoli uchylił powieki
ukazując swoje szare ,niedostrzegalne w panującym mroku tęczówki. Dostrzegłszy
,że jego partnerki nie ma obok cały się spiął i postanowił się podnieść co
wywołało rwący ból w plecach jak i brzuchu. Gdy do jego uszu doszedł szum
lecącej wody uspokoił się i dał spokój z
wstawaniem. Zaczął uporczywie wpatrywać się w szarawy sufit rozmyślając.
Martwił się o nią? Tak. Bał się? Też. Bał ,że kiedyś, któregoś dnia zniknie.
Obudzi się ,a jej nie będzie obok, a do niego dopiero po chwili dotrze ,że już
nie wróci. Że odeszła raz na zawsze. Dlatego nie cierpiał gdy dostawała jakieś
zlecenia bądź misje wiążące się z byciem z dala od niego. Nie chciał by to co
działo się w jego snach, a może raczej w koszmarach ,wpełzło do rzeczywistości.
Wdarło się i zepsuło wszystko to o co tyle walczył. Odgarnął długie kosmyki
srebrzystych włosów ,które przykleiły się do spoconego jak i ciepłego policzka
i czoła podczas snu. Westchnął cicho.
Minęły już dwa miesiące odkąd zamieszkali razem. Wydaje się
,że mieszkając ze sobą zaledwie tyle czasu nie da się przyzwyczaić do tej
drugiej osoby. Nieprawda.
Na początku , owszem. Zdarzały im się kłótnie. I to dość
często. Bardzo często. Mieli swoje ciche dni podczas ,których nie odzywali się
do siebie ani słowem ,a jedno z nich sypiało na kanapie. Tym kimś zazwyczaj był
on, bo dziewczyna zabarykadowywała się w pokoju i ani pomyślała by z niego
wyjść. Do tego zawsze on musiał przepraszać bo jej pieprzona duma na to nie
pozwalała i gdyby nie on pewnie po dzisiejszy dzień by się do siebie nie
odzywali. Po pewnym czasie sytuacja się uspokoiła ,a kłótnie ustały. Tak samo
ograniczyli wyzwiska. Teraz nie wyzywali się od najgorszych, a jedynie zachowali typowe jak na nich nazwy typu Śmieć,
Szumowina bądź ewentualnie Szuja.
W gruncie rzeczy mogłoby się wydawać iż wydorośleli ,choć
tylko nieliczni ,którzy dość dobrze ich znali zauważyli tę zmianę. Starali się
udawać ,że jest tak jak wcześniej ,lecz przecież nie można się wciąż okłamywać
prawda ?
Zdjął rękę z twarzy i ponownie przymknął powieki ,nie mając
siły by trzymać ich otwartych. Nie czuł się za dobrze, a każdy ,nawet
najmniejszy , ruch wywoływał falę bólu. Dopiero teraz zorientował się ,że twarz
płonie mu żywym ogniem, a po skroniach spływają kropelki potu. Sen ponownie
zaczął go nużyć, a jemu nie chciało się opierać. Zasypiając usłyszał szczęk
zamka ,a następnie ciche skrzypienie starych, drewnianych drzwi. Przez pewien
okres czasu słychać było cichutkie krzątanie się po pokoju przez dziewczynę.
Gdy wszystko już było załatwione ,nastała nieznośna cisza. W mroku,
przysypiając nie usłyszał kroków dziewczyny i cienia jej ciała nachylającego
się nad nim. Delikatnie musnęła jego usta swymi wargami. Jednakże gdy jej
policzek otarł się przypadkowo o jego ledwie zdusiła cichy jęk. Był
niesamowicie gorący ,niemal jak rozżarzony węgiel. Dotknęła go wierzchem dłoni,
którą od razu po spotkaniu z rozpaloną skórą zabrała. Przeklęła pod nosem i
ponownie wróciła do łazienki ,z której wyniosła ręcznik przesiąknięty chłodną
wodą ,który położyła na jego czole. Spojrzała na zegarek. Zaraz się spóźni. Ale
przecież nie może go zostawić w takim stanie. Zabrała z szafki telefon i
przeszła do drugiego pokoju, z którego dało się słyszeć jej szept podczas
rozmowy. Gdy wróciła do pomieszczenia ponownie dotknęła jego policzka. Wciąż
był ciepły. Westchnęła i przysuwając do łóżka krzesło ,oparła ręce na łóżko i
położyła na nich głowę, bacznie przypatrując się chłopakowi. Gdyby się dobrze
przyjrzeć ,w jej oczach dostrzec można było nutkę czułości gdy spoglądała na
jego śpiącą buzię. Na jego lekko rozwarte usta, na cień na policzku rzucany
przez długie rzęsy, na wypieku na policzkach ,widoczne w nikłym świetle
rzucanym przez lampkę. Przesiedziała tak parę godzin co pewien czas zmieniając
kompres aż w końcu znużona zasnęła.
Obudziwszy się od razu otworzył oczy. Wciąż nie mógł się
podnieść ,a pulsujący ból i zawroty głowy uniemożliwiały mu widzenie. Dopiero
gdy zamrugał kilkakrotnie obraz się wyostrzył. Rozejrzał się dookoła na tyle,
ile pozwalała mu pozycja leżąca. Zdziwił się gdy ujrzał ciemną czuprynę ,trochę
zakrywającą twarz opartą na dłoniach. Drżącą ręką powoli odgarnął włosy
zaczesując jej je za ucho. Jednak dopiero teraz zorientował się ,że dziewczyna
wciąż tu jest. Spojrzał odruchowo na zegarek stojący na komodzie, który
wskazywał równo siedemnastą co oznaczało ,że już kilkanaście godzin temu nie
powinno jej tu być. Dźgnął ją łagodnie ,a zarazem stanowczo palcem w policzek
starając się obudzić. Poskutkowało i zaraz po tym jej powieki zaspane zaczęły
się unosić. Obrzuciła go nieprzytomnym spojrzeniem ,który zaraz po tym od razu
oprzytomniał. Szybko podniosła się i nachyliła nad nim zdejmując ręcznik i
dotykając dłonią czoła.
-Lepiej Ci już?- Spytała przygryzając dolną wargę.- Wybacz
zasnęłam.
-Czemu wciąż tu jesteś?
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie, niewdzięczny
rekinie. Myślałeś idioto ,że zostawię Cię w takim stanie ?- Uniosła jedną brew.
-Uch. W jakim stanie ? Ja jestem okazem zdrowia.- Jak na te
słowa od razu zaczął się podnosić jednak rwący ból nie pozwolił mu na to.
-Właśnie widać. Leż tu i się nie ruszaj. Zaraz wracam. – Z
tymi słowami ponownie zniknęła za drzwiami prowadzącymi do łazienki po czym
wróciła z kolejnym, chłodnym i wilgotnym ręcznikiem ,który ułożyła na jego
czole.
Gdy już miała zabierać rękę, poczuła chwyt na nadgarstku i
po chwili kontaktu z rzeczywistością zorientowała się ,że pociągnięta
wylądowała na nim. Czuła jego nierówny oddech. Jak jego klatka piersiowa
unosiła się i opadała. Spojrzała na niego zdenerwowanym wzrokiem, który przez
zmartwienie zapewne nie wyszedł tak jak powinien.
-Uch. Idioto puść mnie. Nie powinieneś…
-Specjalnie dla mnie zrezygnowałaś z zadania ?- Jego pytanie
troszkę ją zdziwiło.
- A kto jak nie ja zająłby się Tobą? W końcu od tego
jestem.- Posłała mu słaby, zmęczony uśmiech pomimo ,którego jej oczy
błyszczały. Przyglądał się chwilę jej twarzy ,dokładnie ją lustrując. Po
krótkiej chwili delikatnie przesunął się w bok i przechylając się lekko ,
delikatnie ułożył ją obok siebie tym samym zrzucając okład z głowy czego oboje
nie zauważyli. Wyciągnąwszy dłoń, chwycił jej leżącą prosto na pościeli i splótł ich palce wciąż
ją obserwując. W końcu zamknął oczy i uśmiechnął się.
-Nikt.- Zasnął.
Ona natomiast leżała jeszcze chwilę wpatrując się w jego
spokojną twarz po czym mruknęła coś pod nosem i przymknęła powieki oddając się
w objęcia Morfeusza.
Tak wiem, końcówkę całkiem zawaliłam. Tak samo jak i zapewne początek. Jedynie trochę pomiędzy mi się podoba. No ,ale cóż.. Zdanie należy do was :)
Pozdrawiam.
Udało mi się odnaleźć w historii Twój blog, głupio byłoby prosić Cię o niego po raz kolejny ^^' Masz niewielki problemik z przecinkami. Nie tylko paru brakuje, ale też drażnią mnie spacje przed nimi. Może i w stylistyce znalazłoby się parę błędów, ale szczerze powiedziawszy musiałabym się wysilać, by je znaleźć. Fabuła? Prawie jej nie ma, jednak mnie to wcale nie przeszkadza. Nie jest zbyt słodko, rys Twojego Squalo odpowiada moim wyobrażeniom. Teoretycznie nic się tu nie dzieje, nie pada zbyt wiele słów. I dobrze, nie pasowałyby tutaj. Dzięki temu mogłam skupić się ma uczuciach i emocjach. Końcówka, nie wiem co do niej masz. Podoba mi się. Nie ma nic bardziej rozczulającego od chwili, w której twardy, z pozoru zimny facet bierze w ramiona ukochaną. Szczerze, z początku zaczęłam martwić się razem z głównym bohaterem, że dziewczyna odejdzie. Więc tym bardziej zadowolona jestem z końcówki. Zachęcona tym shotem muszę przejrzeć resztę Twoich opowiadań:)
OdpowiedzUsuń