Uznajmy to coś za prolog. Nie idealny, jeszcze będzie poprawiany, ale jednak będzie to wstęp do kilkuczęściowego opowiadania. Miejmy nadzieję, że dotrwam.
Stała przed dużymi, drewnianymi drzwiami prowadzącymi do nadzwyczaj
okazałego budynku szkoły połączonego z częścią mieszkalną, w której miała się
zainstalować. Zadzwoniła dzwonkiem i nie czekając długo, zaraz w progu stanęła
dziewczyna o długich, falowanych włosach barwy złota. Miała duże, soczyście
zielone oczy otoczone długimi, brązowymi rzęsami, które wprost błyszczały i
tryskały wesołością.
-To Ty jesteś ta nowa, zgadza się?- Zaczęła.- Nazywam się
Alice Swift.- Mówiła z pięknym uśmiechem tańczącym na malinowych ustach.
-Alexandra.- Mruknęła cicho, nieskora do rozmowy.- Alexandra
Michaelis.
Niezbyt towarzyska..
Przemknęło jej przez myśl.- Chodźmy Lexa-Chan.
-Uch, nie nazywaj mnie tak.- Warknęła.
-Rany, rany, nie bulwersuj się tak. Zaprowadzę cię do pokoju
dyrektora, a potem jeśli zechcesz oprowadzę cię po szkole.
-Yhym…
-Przypominasz mi Kandę.- Powiedziała bardziej do siebie niż
do towarzyszącej jej dziewczyny.
-Co? Kogo ?- Wyraźnie zaskoczona owym porównaniem, zapytała.
-Kandę. Kandę Yuu. Największy gbur, a zarazem obiekt
westchnień w tej szkole. Znasz go może? -Spytała spoglądając na Alexandrę
podejrzliwie.
-Nie, nie..- Odparła wymijająco, bez przekonania, zbywając
ją. Po głowie chodziły jej słowa dziewczyny. Więc Yuu , o ile to naprawdę on,
też tu uczęszcza. Cholera. W takim razie będzie problem. Westchnęła cicho i
podążyła za dziewczyną, której złote włosy falowały z każdym ruchem.
Jeszcze chwilę szły w nieznośnej, jak dla blondynki ciszy aż
w końcu dotarły pod gabinet dyrektorki. Zapukawszy, usłyszały donośne ,,wejść’’
-Alexandro. Jak miło nam Cię tu gościć.- Uśmiechnęła się
przyjaźnie kobieta o iście ognistych włosach.- Nazywam się Angela Lightwood,
jestem sekretarką. Nie będę Ci tu szczegółowo opisywać szkoły i zasad. Zapewne
zostałaś już z nimi zapoznana w…- Tu urwała spoglądając na wpatrującą się w nią
Alice.- No, zapewne już zostałaś z nimi zapoznana. Więcej opowie Ci właśnie
Alice.- Tu dłonią wskazała na stojącą dziewczynę, która jedynie przytakująco
kiwnęła głową.- Plan lekcji wraz z książkami masz tutaj.- Mówiła wyjmując z
szafki książki z świstkiem papieru na wierzchu i położyła je na biurku.- Tu
jest klucz do pokoju. Będziesz go dzielić również z Alice. Macie cały duży
pokój tylko dla siebie.- Uśmiechnęła się wymieniając wszystko.- No i to chyba
będzie na tyle. Teraz już idźcie. Alice pokaż Alexandrze pokój, niech zostawi
swoje rzeczy, a później oprowadź ją po szkole, zrozumiano?- Mówiła przyjaznym,
a zarazem stanowczym i nie znoszącym sprzeciwu tonem.
-Oczywiście.- Odparła potakująco zielonooka kiedy Michaelis
zabierała przekazane jej rzeczy z biurka. Przełożyła je do jednej ręki, drugą
natomiast złapała rączkę niebieskiej walizki.
-Idziemy?- Spytała jej nowa współlokatorka na co dziewczyna
jedynie skinęła głową.
-Ekhm.. A więc tak. Nasz pokój znajduje się na ostatnim,
czwartym piętrze. Znajdują się tam jedynie cztery, duże pokoje. Nasz, a w
reszcie mieszka… można by powiedzieć iż połowa naszej szkolnej ,,elity’’. Nie
daj się jakby Cię zaczepiali. Są mili, ale niektórzy z nich to typowi
podrywacze. W pokoju pokażę Ci ich na zdjęciu klasowym. O patrz, o wilku mowa.-
Krzyknęła radośnie widząc na dziedzińcu, obok ,jak i na fontannie grupkę ludzi.
- Nie ma wszystkich, ale przynajmniej połowa. Więc słuchaj.
Ten rudy zając to Lavi, jeden z tego typu chłopaków przed którym Cię
ostrzegałam, z kitką – Kanda, ten z najdłuższymi, białymi włosami to Squalo,
głośny, denerwujący, arogancki i niesamowicie przystojny, a jego włosy.. Sama
widzisz, ten drugi jasnowłosy to Allen, nasza śnieżynka natomiast ten z kręconymi koło niego to Tyki,
syn dyrektora i kolejny bawidamek. Ta z długimi włosami jest córką drugiego sekretarza.
Nazywa się Lenalee, a obok niej stoi Road Kamelot. Córka naszego nauczyciela
Japońskiego -Sheryla. No i jest spokrewniona z Tykim.- Mówiła dziewczyna, nie
przerywając nawet na wzięcie oddechu, podczas gdy stojąca obok niej towarzysz, nie
słuchając jej wpatrywała się w
czarnookiego mężczyznę. Nie miała wątpliwości ,że to był on.
-Ej słuchasz mnie ?- Poczuła szturchnięcie w ramię i
usłyszała zirytowany głos Alice.
-Słucham ? A tak. Oczywiście, że tak.
-Heeeej Alice- Chan.- Usłyszały nagle za plecami czyjś wesoły
głos. Obydwie ja na zawołanie odwróciły się i ujrzały białowłosego mężczyzn, którego
jasna grzywka zakrywała jedno oko. Drugie, barwy szkarłatu, mimo witania się z
blondynką, natarczywie wpatrywało się w nią. Poczuła się z lekka nieswojo, lecz
nie dała tego po sobie poznać.
- Nowa? Jestem Break. Break Xerxes.- Uśmiechnął się szeroko.- Chcesz lizaka?- Spytał podsuwając jej pod nos
nie wiadomo skąd wziętą słodkość.
-Nie, dzięki.- Odmówiła stanowczo co jak na nią było dość
dziwne.
-Szkoda.- Szybkim ruchem zdarł papierek i już po chwili
słodycz znalazł się w jego ustach.
-A fięnc jak mófiłem.. Jesteś nofa ?- Mówił z ustami
zatkanymi lizakiem.
-Tak.- Odparła krótko i zwięźle.
-Mógłbym poznać imię?- Ciągnął dalej, niczym niezrażony.
-Alexandra. Nazywa się Alexandra. A teraz wybacz Break,
musimy iść.- Odpowiedziała za nią dziewczyna i łapiąc ją za rękę pociągnęła za
sobą. Gdy zniknęły chłopakowi z widoku brązowowłosa wyrwała się jej.
-Nie masz prawa odzywać się za mnie, a tym bardziej dotykać
mnie, szumowino- Powiedziała znudzonym tonem.- Prowadź.
-Jasne.- Odpowiedziała zadziwiająco oschłym głosem i ruszyła
dalej, a Alexandra za nią. Po paru minutach, wchodzenia po schodach dotarły pod
ciemne drzwi. Swift otworzyła je swoim kluczem. Wchodząc nowa, właścicielka od
razu rozejrzała się po przestronnym pokoju. Szybkim krokiem podeszła do pustego, wolnego łóżka
i włożyła pod nie walizkę, a książki ułożyła na pościeli. Kolejną godzinę
zajęło im zwiedzanie niezwykle rozbudowanej i dużej szkoły. Gdy w końcu
padnięte wróciły do pokoju Alice zajęła łazienkę. W sumie brązowowłosa cieszyła
się, że może chwilę pobyć w samotności. Cieszyła się również, że nie natknęła
się nigdzie na Kandę. Można by powiedzieć ,że obawiała się ich spotkania. Kiedy
łazienka została zwolniona, udała się w jej stronę po czym wchodząc, zamknęła
się tam. Pozbyła się ubrań, a gorąca woda z każdą kroplą dawała ukojenie jej
spiętemu ciału . Zmywała z niej wszystkie troski i zmartwienia. W końcu jednak
musiała wyjść z kabiny. Wytarła swe ciało białym, puchatym ręcznikiem po czym
przebrała się w ciuchy do spania. Zauważyła, że jej współlokatorka już spała, a
jej złote loki rozrzucone były na soczyście zielonej poduszce. Sama wślizgnęła
się pod kołdrę i nie czekając długo, oddała się w objęcia Morfeusza.
,,Muzyka dudniła w
uszach. Dookoła migały wielobarwne, neonowe światła. Ludzie tańczyli. Większość
ludzi siedziała na postawionych w rogach lokalu kanapach obściskując się z nowo
poznaną osobą bądź sącząc tani trunek z obdartej szklanki. Dziewczyna rękoma
przebijała się przez podrygujący na parkiecie tłum. Chciała się stąd wydostać
jak najszybciej.. Miała dość. To nie było miejsce dla nie, nie był jej klimat
ani coś co się jej podobało. Fakt była buntowniczką ,ale nienawidziła imprez i
tego typu rzeczy. Zwykle wolała posiedzieć z nosem w książce niż szlajać się
gdzieś po dyskotekach z innymi. Już
prawie była przy wyjściu gdy poczuła mocny ucisk na nadgarstku i wbijające się
w niego długie i ostre paznokcie. Obejrzała się i spostrzegła przenikające ją
na wylot, zamglone, szafirowe oczy swojej przyjaciółki, w których dostrzegła
coś co jej się nie spodobało.
- Chodź ze mną . Chcę
Ci coś pokazać.- Przybliżyła się i wyszeptała jej do ucha tym samym jedną ręką
obejmując w pasie. Chcąc czy nie chcąc musiała iść. Nie mogła jej odmówić.,, Nie
miałam innego wyboru’’. Te słowa po tym zdarzeniu często można było od niej
usłyszeć. Ciągnięta przez czarnowłosą stąpała po schodach prowadzących na dach.
Kiedy w końcu dotarły rozejrzała się dookoła i spostrzegła ,że nie są tu same. Poza nimi było tu jeszcze kilkoro
chłopaków i dwie dziewczyny. Parę z nich znała z widzenia, a innych widziała
pierwszy raz na oczy. Wszyscy byli starsi. Dużo starsi. Poczuła ,że ktoś łapie
ją za ramiona i ciągnie do tego małego tłumku po czym usadawia na podłożu i
przytrzymuje.. Lekko otumaniona wypitym wcześniej, na przymus, alkoholem
patrzyła co się dzieje. Czarnowłosa dziewczyna, tak dobrze jej znana,podciągnęła
rękaw jej bluzy i zdejmując ze swoich spodni pasek zacisnęła go na jej ręce.
Wiedziała co zaraz nastąpi. Zaczęła się wierzgać i krzyczeć, wołać o pomoc ,ale
silne ramiona napastnika trzymające ją z tyłu i mocne uderzenie, od
niebieskookiej prosto w twarz, zaraz stłumiły ten nagły bunt. Z jej rozciętej
wargi popłynęła stróżka szkarłatnej, metalicznej w smaku krwi. Spod
półprzymkniętych powiek patrzyła na poczynania klęczącej przy niej dziewczyny.
Zobaczyła w jej rękach strzykawkę ,lecz nie miała siły protestować. Poczuła
ukłucie ,a po chwili czas stanął w miejscu. Jej złote oczy zasnuły się mgłą.
Chwilę trwająca ekstaza zniknęła tak szybko jak się pojawiła, a zastąpił ją
ogień. Wściekły, palący płomień. A był to dopiero początek tego koszmaru. Od tamtego dnia brała regularnie wszelakie
narkotyki. I to nie sama. Za każdym razem to Diana – Winowajczyni wszystkiego,
wstrzykiwała jej wybrane przez siebie dawki. Najczęściej Amfetaminy. Dziewczyna
nie uważała jej już za przyjaciółkę.
Jednakże była od niej uzależniona, tak, jak od używek.
-Od teraz już zawsze
będziesz moja. Będziesz nie potrzebować. Potrzebujesz mnie prawda?- Doskonale
pamiętała jej słowa. Pamiętała jak głaskała ją po głowie. Pamiętała jej
spokojny głos. I pamiętała nienawiść, którą do niej w tamtym momencie czuła, a
która pozostała już na zawsze. To przez nią
gdy przez kilka dni starała się nie wychodzić z domu, w obawie ,że ją spotka,
znosiła niewiarygodne katusze, cierpiąc
w samotności z bólu wywołanego niedostarczeniem organizmowi narkotyku. W końcu
udało jej się wyrwać dzięki opiekunką z domu dziecka, w którym często
przebywała.. I tak trafiła do tej szkoły. Po całym roku życia z narkotykami,
uciekła od swej dręczycielki. Nagle obraz zmienił się i pojawił się pokój w
,którym obecnie się znajdowała. Widziała swoją postać skuloną na łóżku. Czuła
się jak duch, swój duch unoszący się i obserwujący swoje ciało. Jednakże
przy swoim łóżku ujrzała jeszcze coś. Cień. Owy osobnik
odgarnął z czoła włosy co wywołało szok na jej twarzy. Znała dobrze ten sposób.
Perspektywa widoku zmieniła się i teraz dokładnie mogła się przyjrzeć cieniowi
choć dobrze wiedziała kim on jest. Spostrzegła błyszczące dziko, szafirowe
ślepia i drżącą dłoń z strzykawką w
ręce. Czarnowłosa złapała dłoń leżącej dziewczyny i już po chwili igła wbita
była w żyłę śpiącej dziewczyny
-Już na zawsze
będziemy razem. Potrzebujesz mnie…’’ W tym momencie z krzykiem się
zbudziła. Serce łomotało jej w piersi tak ,że myślała iż zaraz się stamtąd
wyrwie. To nie może być prawda. Jej już
nie ma. Nie znajdzie mnie. Powtarzała sobie w myślach, kuląc się na łóżku z
głową schowaną w kolanach. Nie wiedziała, że to tak naprawdę jest początek tego
koszmaru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz