niedziela, 30 września 2012

Prolog.



Uznajmy to coś za prolog. Nie idealny, jeszcze będzie poprawiany, ale jednak będzie to wstęp do kilkuczęściowego opowiadania. Miejmy nadzieję, że dotrwam.





Stała przed dużymi, drewnianymi drzwiami prowadzącymi do nadzwyczaj okazałego budynku szkoły połączonego z częścią mieszkalną, w której miała się zainstalować. Zadzwoniła dzwonkiem i nie czekając długo, zaraz w progu stanęła dziewczyna o długich, falowanych włosach barwy złota. Miała duże, soczyście zielone oczy otoczone długimi, brązowymi rzęsami, które wprost błyszczały i tryskały wesołością.
-To Ty jesteś ta nowa, zgadza się?- Zaczęła.- Nazywam się Alice Swift.- Mówiła z pięknym uśmiechem tańczącym na malinowych ustach.
-Alexandra.- Mruknęła cicho, nieskora do rozmowy.- Alexandra Michaelis.
Niezbyt towarzyska.. Przemknęło jej przez myśl.- Chodźmy Lexa-Chan.
-Uch, nie nazywaj mnie tak.- Warknęła.
-Rany, rany, nie bulwersuj się tak. Zaprowadzę cię do pokoju dyrektora, a potem jeśli zechcesz oprowadzę cię po szkole.
-Yhym…
-Przypominasz mi Kandę.- Powiedziała bardziej do siebie niż do towarzyszącej jej dziewczyny.
-Co? Kogo ?- Wyraźnie zaskoczona owym porównaniem, zapytała.
-Kandę. Kandę Yuu. Największy gbur, a zarazem obiekt westchnień w tej szkole. Znasz go może? -Spytała spoglądając na Alexandrę podejrzliwie.
-Nie, nie..- Odparła wymijająco, bez przekonania, zbywając ją. Po głowie chodziły jej słowa dziewczyny. Więc Yuu , o ile to naprawdę on, też tu uczęszcza. Cholera. W takim razie będzie problem. Westchnęła cicho i podążyła za dziewczyną, której złote włosy falowały z każdym ruchem.
Jeszcze chwilę szły w nieznośnej, jak dla blondynki ciszy aż w końcu dotarły pod gabinet dyrektorki. Zapukawszy, usłyszały donośne ,,wejść’’
-Alexandro. Jak miło nam Cię tu gościć.- Uśmiechnęła się przyjaźnie kobieta o iście ognistych włosach.- Nazywam się Angela Lightwood, jestem sekretarką. Nie będę Ci tu szczegółowo opisywać szkoły i zasad. Zapewne zostałaś już z nimi zapoznana w…- Tu urwała spoglądając na wpatrującą się w nią Alice.- No, zapewne już zostałaś z nimi zapoznana. Więcej opowie Ci właśnie Alice.- Tu dłonią wskazała na stojącą dziewczynę, która jedynie przytakująco kiwnęła głową.- Plan lekcji wraz z książkami masz tutaj.- Mówiła wyjmując z szafki książki z świstkiem papieru na wierzchu i położyła je na biurku.- Tu jest klucz do pokoju. Będziesz go dzielić również z Alice. Macie cały duży pokój tylko dla siebie.- Uśmiechnęła się wymieniając wszystko.- No i to chyba będzie na tyle. Teraz już idźcie. Alice pokaż Alexandrze pokój, niech zostawi swoje rzeczy, a później oprowadź ją po szkole, zrozumiano?- Mówiła przyjaznym, a zarazem stanowczym i nie znoszącym sprzeciwu tonem.
-Oczywiście.- Odparła potakująco zielonooka kiedy Michaelis zabierała przekazane jej rzeczy z biurka. Przełożyła je do jednej ręki, drugą natomiast złapała rączkę niebieskiej walizki.
-Idziemy?- Spytała jej nowa współlokatorka na co dziewczyna jedynie skinęła głową.
-Ekhm.. A więc tak. Nasz pokój znajduje się na ostatnim, czwartym piętrze. Znajdują się tam jedynie cztery, duże pokoje. Nasz, a w reszcie mieszka… można by powiedzieć iż połowa naszej szkolnej ,,elity’’. Nie daj się jakby Cię zaczepiali. Są mili, ale niektórzy z nich to typowi podrywacze. W pokoju pokażę Ci ich na zdjęciu klasowym. O patrz, o wilku mowa.- Krzyknęła radośnie widząc na dziedzińcu, obok ,jak i na fontannie grupkę ludzi.
- Nie ma wszystkich, ale przynajmniej połowa. Więc słuchaj. Ten rudy zając to Lavi, jeden z tego typu chłopaków przed którym Cię ostrzegałam, z kitką – Kanda, ten z najdłuższymi, białymi włosami to Squalo, głośny, denerwujący, arogancki i niesamowicie przystojny, a jego włosy.. Sama widzisz, ten drugi jasnowłosy to Allen, nasza śnieżynka  natomiast ten z kręconymi koło niego to Tyki, syn dyrektora i kolejny bawidamek. Ta z długimi włosami jest córką drugiego sekretarza. Nazywa się Lenalee, a obok niej stoi Road Kamelot. Córka naszego nauczyciela Japońskiego -Sheryla. No i jest spokrewniona z Tykim.- Mówiła dziewczyna, nie przerywając nawet na wzięcie oddechu, podczas gdy stojąca obok niej towarzysz, nie słuchając jej  wpatrywała się w czarnookiego mężczyznę. Nie miała wątpliwości ,że to był on.
-Ej słuchasz mnie ?- Poczuła szturchnięcie w ramię i usłyszała zirytowany głos Alice.
-Słucham ? A tak. Oczywiście, że tak.
-Heeeej Alice- Chan.- Usłyszały nagle za plecami czyjś wesoły głos. Obydwie ja na zawołanie odwróciły się i ujrzały białowłosego mężczyzn, którego jasna grzywka zakrywała jedno oko. Drugie, barwy szkarłatu, mimo witania się z blondynką, natarczywie wpatrywało się w nią. Poczuła się z lekka nieswojo, lecz nie dała tego po sobie poznać.
- Nowa? Jestem Break. Break Xerxes.-  Uśmiechnął się szeroko.-  Chcesz lizaka?- Spytał podsuwając jej pod nos nie wiadomo skąd wziętą słodkość.
-Nie, dzięki.- Odmówiła stanowczo co jak na nią było dość dziwne.
-Szkoda.- Szybkim ruchem zdarł papierek i już po chwili słodycz znalazł się w jego ustach.
-A fięnc jak mófiłem.. Jesteś nofa ?- Mówił z ustami zatkanymi lizakiem.
-Tak.- Odparła krótko i zwięźle.
-Mógłbym poznać imię?- Ciągnął dalej, niczym niezrażony.
-Alexandra. Nazywa się Alexandra. A teraz wybacz Break, musimy iść.- Odpowiedziała za nią dziewczyna i łapiąc ją za rękę pociągnęła za sobą. Gdy zniknęły chłopakowi z widoku brązowowłosa wyrwała się jej.
-Nie masz prawa odzywać się za mnie, a tym bardziej dotykać mnie, szumowino- Powiedziała znudzonym tonem.- Prowadź.
-Jasne.- Odpowiedziała zadziwiająco oschłym głosem i ruszyła dalej, a Alexandra za nią. Po paru minutach, wchodzenia po schodach dotarły pod ciemne drzwi. Swift otworzyła je swoim kluczem. Wchodząc nowa, właścicielka od razu rozejrzała się po przestronnym pokoju.  Szybkim krokiem podeszła do pustego, wolnego łóżka i włożyła pod nie walizkę, a książki ułożyła na pościeli. Kolejną godzinę zajęło im zwiedzanie niezwykle rozbudowanej i dużej szkoły. Gdy w końcu padnięte wróciły do pokoju Alice zajęła łazienkę. W sumie brązowowłosa cieszyła się, że może chwilę pobyć w samotności. Cieszyła się również, że nie natknęła się nigdzie na Kandę. Można by powiedzieć ,że obawiała się ich spotkania. Kiedy łazienka została zwolniona, udała się w jej stronę po czym wchodząc, zamknęła się tam. Pozbyła się ubrań, a gorąca woda z każdą kroplą dawała ukojenie jej spiętemu ciału . Zmywała z niej wszystkie troski i zmartwienia. W końcu jednak musiała wyjść z kabiny. Wytarła swe ciało białym, puchatym ręcznikiem po czym przebrała się w ciuchy do spania. Zauważyła, że jej współlokatorka już spała, a jej złote loki rozrzucone były na soczyście zielonej poduszce. Sama wślizgnęła się pod kołdrę i nie czekając długo, oddała się w objęcia Morfeusza.
,,Muzyka dudniła w uszach. Dookoła migały wielobarwne, neonowe światła. Ludzie tańczyli. Większość ludzi siedziała na postawionych w rogach lokalu kanapach obściskując się z nowo poznaną osobą bądź sącząc tani trunek z obdartej szklanki. Dziewczyna rękoma przebijała się przez podrygujący na parkiecie tłum. Chciała się stąd wydostać jak najszybciej.. Miała dość. To nie było miejsce dla nie, nie był jej klimat ani coś co się jej podobało. Fakt była buntowniczką ,ale nienawidziła imprez i tego typu rzeczy. Zwykle wolała posiedzieć z nosem w książce niż szlajać się gdzieś po dyskotekach z innymi.  Już prawie była przy wyjściu gdy poczuła mocny ucisk na nadgarstku i wbijające się w niego długie i ostre paznokcie. Obejrzała się i spostrzegła przenikające ją na wylot, zamglone, szafirowe oczy swojej przyjaciółki, w których dostrzegła coś co jej się nie spodobało.
- Chodź ze mną . Chcę Ci coś pokazać.- Przybliżyła się i wyszeptała jej do ucha tym samym jedną ręką obejmując w pasie. Chcąc czy nie chcąc musiała iść. Nie mogła jej odmówić.,, Nie miałam innego wyboru’’. Te słowa po tym zdarzeniu często można było od niej usłyszeć. Ciągnięta przez czarnowłosą stąpała po schodach prowadzących na dach. Kiedy w końcu dotarły rozejrzała się dookoła i spostrzegła ,że nie są tu  same. Poza nimi było tu jeszcze kilkoro chłopaków i dwie dziewczyny. Parę z nich znała z widzenia, a innych widziała pierwszy raz na oczy. Wszyscy byli starsi. Dużo starsi. Poczuła ,że ktoś łapie ją za ramiona i ciągnie do tego małego tłumku po czym usadawia na podłożu i przytrzymuje.. Lekko otumaniona wypitym wcześniej, na przymus, alkoholem patrzyła co się dzieje. Czarnowłosa dziewczyna, tak dobrze jej znana,podciągnęła rękaw jej bluzy i zdejmując ze swoich spodni pasek zacisnęła go na jej ręce. Wiedziała co zaraz nastąpi. Zaczęła się wierzgać i krzyczeć, wołać o pomoc ,ale silne ramiona napastnika trzymające ją z tyłu i mocne uderzenie, od niebieskookiej prosto w twarz, zaraz stłumiły ten nagły bunt. Z jej rozciętej wargi popłynęła stróżka szkarłatnej, metalicznej w smaku krwi. Spod półprzymkniętych powiek patrzyła na poczynania klęczącej przy niej dziewczyny. Zobaczyła w jej rękach strzykawkę ,lecz nie miała siły protestować. Poczuła ukłucie ,a po chwili czas stanął w miejscu. Jej złote oczy zasnuły się mgłą. Chwilę trwająca ekstaza zniknęła tak szybko jak się pojawiła, a zastąpił ją ogień. Wściekły, palący płomień. A był to dopiero początek tego koszmaru.  Od tamtego dnia brała regularnie wszelakie narkotyki. I to nie sama. Za każdym razem to Diana – Winowajczyni wszystkiego, wstrzykiwała jej wybrane przez siebie dawki. Najczęściej Amfetaminy. Dziewczyna  nie uważała jej już za przyjaciółkę. Jednakże była od niej uzależniona, tak, jak od używek.
-Od teraz już zawsze będziesz moja. Będziesz nie potrzebować. Potrzebujesz mnie prawda?- Doskonale pamiętała jej słowa. Pamiętała jak głaskała ją po głowie. Pamiętała jej spokojny głos. I pamiętała nienawiść, którą do niej w tamtym momencie czuła, a która pozostała już na zawsze.  To przez nią gdy przez kilka dni starała się nie wychodzić z domu, w obawie ,że ją spotka, znosiła niewiarygodne  katusze, cierpiąc w samotności z bólu wywołanego niedostarczeniem organizmowi narkotyku. W końcu udało jej się wyrwać dzięki opiekunką z domu dziecka, w którym często przebywała.. I tak trafiła do tej szkoły. Po całym roku życia z narkotykami, uciekła od swej dręczycielki. Nagle obraz zmienił się i pojawił się pokój w ,którym obecnie się znajdowała. Widziała swoją postać skuloną na łóżku. Czuła się jak duch, swój duch unoszący się i obserwujący swoje ciało. Jednakże przy  swoim  łóżku ujrzała jeszcze coś. Cień. Owy osobnik odgarnął z czoła włosy co wywołało szok na jej twarzy. Znała dobrze ten sposób. Perspektywa widoku zmieniła się i teraz dokładnie mogła się przyjrzeć cieniowi choć dobrze wiedziała kim on jest. Spostrzegła błyszczące dziko, szafirowe ślepia i drżącą dłoń z strzykawką  w ręce. Czarnowłosa złapała dłoń leżącej dziewczyny i już po chwili igła wbita była w żyłę śpiącej dziewczyny
-Już na zawsze będziemy razem. Potrzebujesz mnie…’’ W tym momencie z krzykiem się zbudziła. Serce łomotało jej w piersi tak ,że myślała iż zaraz się stamtąd wyrwie. To nie może być prawda. Jej już nie ma. Nie znajdzie mnie. Powtarzała sobie w myślach, kuląc się na łóżku z głową schowaną w kolanach. Nie wiedziała, że to tak naprawdę jest początek tego koszmaru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz