niedziela, 28 października 2012

Krótkie...Coś.

Ooo, tum, tum, tururum... *Werble i kurtyna się unosi* Witam was, moje kochane kmiecie, które tu zaglądają *Nie łudź się, że ktoś tu wchodzi - głos zza drzwi* Ekhm, a więc witam was moi kochani. Aleksandra się wczoraj nudziła i nabazgrała takie pseudo - śmieszne cuś ._. Jako, że na blogu dawno nic nie było w takim razie postanowiłam wam to wrzucić, może ktoś to jakimś cudem przeczyta ^^''. Zapraszam :3


Xanxus: *Ciche pociągnięcie nosem*
Squalo: *Wychyla ostrożnie głowę zza drzwi by nie dostać płomieniem*
Xanxus: *Kolejne pociągnięcie*
Squalo: *Powoli wchodzi do pokoju* Oi, cholerny szefie…
Xanxus: *Nie słyszy… Bądź ignoruje*
Squalo: Szefie…
Xanxus: …
Squalo: Voooooi!! Ty cholerny Bossie!
Xanxus: Nie drzyj ryja, śmieciu.
Squalo: …
Xanxus: … *Znów pociąga nosem*
Squalo: Szefie… Czy Ty…
Xanxus: Czy ja co?
Squalo: No Ty, no ten…
Xanxus: Czen? *Powoli się irytuje*
Squalo: No wiesz, czy Ty…
Xanxus: Jasna cholera, śmieciu, czy ja co?!
Squalo: Czy Ty płaczesz?
Xanxus: …
Squalo: … *Zaczyna wycofywać się z pokoju, myląc jednak kierunku, w stronę łóżka*
Xanxus: … *Powieka zaczyna niebezpiecznie drgać*
Squalo: …
Xanxus: Że ku*** co?! Mam katar idioto! * Broń w dłoń i białowłosy na celowniku* Odszczekaj to, Szumowino!
Squalo: Vr…Vrooi…Chwila, szefie, nie denerwuj się. Ja nie… *Rączki w górę i nagle znajduje się przy łóżku*
Xanxus: *Podchodzi z niebezpiecznym uśmiechem i ognikami w oczach* W takim razie, odpłacisz mi inaczej. *Pcha na łóżko, a kurtyna opada, tłum wiwatuje i gwiżdże, a łóżko zaczyna skrzypieć po czym następuje… koniec!*




Dla Nay *Wersja namber łan*

Nay: *Z książką do góry nogami i głową zwisającą z łóżka* Hibari, o Hibari, czemuś Ty jesteś Hibari?
Uri: *Wchodzi do pokoju* Meow~
Nay: *Nie zwraca uwagi* Wyrzeknij się Dino i Mukuro swego.
Uri: *Nastroszył się w stronę okna* Meow!!~
Hibari: Mam słuchać dalej?
Nay: Mów, mów jasny aniele. *Nagłe ocknięcie i pisk*
Uri: *Wyskok i… na twarz Hibariego* Miał…~
Hibari: *Zrzuca kota* Zagryzę Cię na śmierć. *Spogląda na Nay* Ciebie też jeśli nie przestaniesz się tak patrzyć.
Autorka: *Już ma dziwne skojarzenia związane z tą wypowiedzią* Mruu…
Nay, Hibari: *Spoglądają na Autorkę jak na idiotkę. Czyt. Jak każdy*
Autorka: *Znika… Prawdopodobnie*
Hibari: A więc…
Nay: A więc… *Chwila namysłu… albo i nie i zaczyna upadać na niego* Mdleję, łap mnie.
Hibari: *Stoi*
Nay: *Bliskie spotkanie z podłogą* Ekhm…
Hibari: … *Nic, tylko wykorzystując okazję siada na niej i… Cięcie! Osoby poniżej 18 lat proszę o przełączenie kanału, kurtyna, a raczej pościel, z powodu braku funduszy, opada, zza niej wylatuje koszulka, a zboczona autorka wcale nie ma zbereźnych myśli co do tego.*

Koniec.


________________

Tak, tak. Wiem, że nie śmieszne, ale nuda zrobiła swoje T^T Postacie z fantastycznego Anime: Katekyo Hitman Reborn! Plus dwie postacie własne. A pochwalę się, że mam coś wenę na, uwaga słuchać, aż DWA opowiadania :3 Może w najbliższym czasie uda mi się je napisać, ale wiecie... Szkoła, dom i w ogóle. Załamać się idzie ;-; No, ale życzę miłego... dnia, tygodnia, miesiąca? Nie wiem kiedy znów tu zajrzę. ^^

niedziela, 30 września 2012

Prolog.



Uznajmy to coś za prolog. Nie idealny, jeszcze będzie poprawiany, ale jednak będzie to wstęp do kilkuczęściowego opowiadania. Miejmy nadzieję, że dotrwam.





Stała przed dużymi, drewnianymi drzwiami prowadzącymi do nadzwyczaj okazałego budynku szkoły połączonego z częścią mieszkalną, w której miała się zainstalować. Zadzwoniła dzwonkiem i nie czekając długo, zaraz w progu stanęła dziewczyna o długich, falowanych włosach barwy złota. Miała duże, soczyście zielone oczy otoczone długimi, brązowymi rzęsami, które wprost błyszczały i tryskały wesołością.
-To Ty jesteś ta nowa, zgadza się?- Zaczęła.- Nazywam się Alice Swift.- Mówiła z pięknym uśmiechem tańczącym na malinowych ustach.
-Alexandra.- Mruknęła cicho, nieskora do rozmowy.- Alexandra Michaelis.
Niezbyt towarzyska.. Przemknęło jej przez myśl.- Chodźmy Lexa-Chan.
-Uch, nie nazywaj mnie tak.- Warknęła.
-Rany, rany, nie bulwersuj się tak. Zaprowadzę cię do pokoju dyrektora, a potem jeśli zechcesz oprowadzę cię po szkole.
-Yhym…
-Przypominasz mi Kandę.- Powiedziała bardziej do siebie niż do towarzyszącej jej dziewczyny.
-Co? Kogo ?- Wyraźnie zaskoczona owym porównaniem, zapytała.
-Kandę. Kandę Yuu. Największy gbur, a zarazem obiekt westchnień w tej szkole. Znasz go może? -Spytała spoglądając na Alexandrę podejrzliwie.
-Nie, nie..- Odparła wymijająco, bez przekonania, zbywając ją. Po głowie chodziły jej słowa dziewczyny. Więc Yuu , o ile to naprawdę on, też tu uczęszcza. Cholera. W takim razie będzie problem. Westchnęła cicho i podążyła za dziewczyną, której złote włosy falowały z każdym ruchem.
Jeszcze chwilę szły w nieznośnej, jak dla blondynki ciszy aż w końcu dotarły pod gabinet dyrektorki. Zapukawszy, usłyszały donośne ,,wejść’’
-Alexandro. Jak miło nam Cię tu gościć.- Uśmiechnęła się przyjaźnie kobieta o iście ognistych włosach.- Nazywam się Angela Lightwood, jestem sekretarką. Nie będę Ci tu szczegółowo opisywać szkoły i zasad. Zapewne zostałaś już z nimi zapoznana w…- Tu urwała spoglądając na wpatrującą się w nią Alice.- No, zapewne już zostałaś z nimi zapoznana. Więcej opowie Ci właśnie Alice.- Tu dłonią wskazała na stojącą dziewczynę, która jedynie przytakująco kiwnęła głową.- Plan lekcji wraz z książkami masz tutaj.- Mówiła wyjmując z szafki książki z świstkiem papieru na wierzchu i położyła je na biurku.- Tu jest klucz do pokoju. Będziesz go dzielić również z Alice. Macie cały duży pokój tylko dla siebie.- Uśmiechnęła się wymieniając wszystko.- No i to chyba będzie na tyle. Teraz już idźcie. Alice pokaż Alexandrze pokój, niech zostawi swoje rzeczy, a później oprowadź ją po szkole, zrozumiano?- Mówiła przyjaznym, a zarazem stanowczym i nie znoszącym sprzeciwu tonem.
-Oczywiście.- Odparła potakująco zielonooka kiedy Michaelis zabierała przekazane jej rzeczy z biurka. Przełożyła je do jednej ręki, drugą natomiast złapała rączkę niebieskiej walizki.
-Idziemy?- Spytała jej nowa współlokatorka na co dziewczyna jedynie skinęła głową.
-Ekhm.. A więc tak. Nasz pokój znajduje się na ostatnim, czwartym piętrze. Znajdują się tam jedynie cztery, duże pokoje. Nasz, a w reszcie mieszka… można by powiedzieć iż połowa naszej szkolnej ,,elity’’. Nie daj się jakby Cię zaczepiali. Są mili, ale niektórzy z nich to typowi podrywacze. W pokoju pokażę Ci ich na zdjęciu klasowym. O patrz, o wilku mowa.- Krzyknęła radośnie widząc na dziedzińcu, obok ,jak i na fontannie grupkę ludzi.
- Nie ma wszystkich, ale przynajmniej połowa. Więc słuchaj. Ten rudy zając to Lavi, jeden z tego typu chłopaków przed którym Cię ostrzegałam, z kitką – Kanda, ten z najdłuższymi, białymi włosami to Squalo, głośny, denerwujący, arogancki i niesamowicie przystojny, a jego włosy.. Sama widzisz, ten drugi jasnowłosy to Allen, nasza śnieżynka  natomiast ten z kręconymi koło niego to Tyki, syn dyrektora i kolejny bawidamek. Ta z długimi włosami jest córką drugiego sekretarza. Nazywa się Lenalee, a obok niej stoi Road Kamelot. Córka naszego nauczyciela Japońskiego -Sheryla. No i jest spokrewniona z Tykim.- Mówiła dziewczyna, nie przerywając nawet na wzięcie oddechu, podczas gdy stojąca obok niej towarzysz, nie słuchając jej  wpatrywała się w czarnookiego mężczyznę. Nie miała wątpliwości ,że to był on.
-Ej słuchasz mnie ?- Poczuła szturchnięcie w ramię i usłyszała zirytowany głos Alice.
-Słucham ? A tak. Oczywiście, że tak.
-Heeeej Alice- Chan.- Usłyszały nagle za plecami czyjś wesoły głos. Obydwie ja na zawołanie odwróciły się i ujrzały białowłosego mężczyzn, którego jasna grzywka zakrywała jedno oko. Drugie, barwy szkarłatu, mimo witania się z blondynką, natarczywie wpatrywało się w nią. Poczuła się z lekka nieswojo, lecz nie dała tego po sobie poznać.
- Nowa? Jestem Break. Break Xerxes.-  Uśmiechnął się szeroko.-  Chcesz lizaka?- Spytał podsuwając jej pod nos nie wiadomo skąd wziętą słodkość.
-Nie, dzięki.- Odmówiła stanowczo co jak na nią było dość dziwne.
-Szkoda.- Szybkim ruchem zdarł papierek i już po chwili słodycz znalazł się w jego ustach.
-A fięnc jak mófiłem.. Jesteś nofa ?- Mówił z ustami zatkanymi lizakiem.
-Tak.- Odparła krótko i zwięźle.
-Mógłbym poznać imię?- Ciągnął dalej, niczym niezrażony.
-Alexandra. Nazywa się Alexandra. A teraz wybacz Break, musimy iść.- Odpowiedziała za nią dziewczyna i łapiąc ją za rękę pociągnęła za sobą. Gdy zniknęły chłopakowi z widoku brązowowłosa wyrwała się jej.
-Nie masz prawa odzywać się za mnie, a tym bardziej dotykać mnie, szumowino- Powiedziała znudzonym tonem.- Prowadź.
-Jasne.- Odpowiedziała zadziwiająco oschłym głosem i ruszyła dalej, a Alexandra za nią. Po paru minutach, wchodzenia po schodach dotarły pod ciemne drzwi. Swift otworzyła je swoim kluczem. Wchodząc nowa, właścicielka od razu rozejrzała się po przestronnym pokoju.  Szybkim krokiem podeszła do pustego, wolnego łóżka i włożyła pod nie walizkę, a książki ułożyła na pościeli. Kolejną godzinę zajęło im zwiedzanie niezwykle rozbudowanej i dużej szkoły. Gdy w końcu padnięte wróciły do pokoju Alice zajęła łazienkę. W sumie brązowowłosa cieszyła się, że może chwilę pobyć w samotności. Cieszyła się również, że nie natknęła się nigdzie na Kandę. Można by powiedzieć ,że obawiała się ich spotkania. Kiedy łazienka została zwolniona, udała się w jej stronę po czym wchodząc, zamknęła się tam. Pozbyła się ubrań, a gorąca woda z każdą kroplą dawała ukojenie jej spiętemu ciału . Zmywała z niej wszystkie troski i zmartwienia. W końcu jednak musiała wyjść z kabiny. Wytarła swe ciało białym, puchatym ręcznikiem po czym przebrała się w ciuchy do spania. Zauważyła, że jej współlokatorka już spała, a jej złote loki rozrzucone były na soczyście zielonej poduszce. Sama wślizgnęła się pod kołdrę i nie czekając długo, oddała się w objęcia Morfeusza.
,,Muzyka dudniła w uszach. Dookoła migały wielobarwne, neonowe światła. Ludzie tańczyli. Większość ludzi siedziała na postawionych w rogach lokalu kanapach obściskując się z nowo poznaną osobą bądź sącząc tani trunek z obdartej szklanki. Dziewczyna rękoma przebijała się przez podrygujący na parkiecie tłum. Chciała się stąd wydostać jak najszybciej.. Miała dość. To nie było miejsce dla nie, nie był jej klimat ani coś co się jej podobało. Fakt była buntowniczką ,ale nienawidziła imprez i tego typu rzeczy. Zwykle wolała posiedzieć z nosem w książce niż szlajać się gdzieś po dyskotekach z innymi.  Już prawie była przy wyjściu gdy poczuła mocny ucisk na nadgarstku i wbijające się w niego długie i ostre paznokcie. Obejrzała się i spostrzegła przenikające ją na wylot, zamglone, szafirowe oczy swojej przyjaciółki, w których dostrzegła coś co jej się nie spodobało.
- Chodź ze mną . Chcę Ci coś pokazać.- Przybliżyła się i wyszeptała jej do ucha tym samym jedną ręką obejmując w pasie. Chcąc czy nie chcąc musiała iść. Nie mogła jej odmówić.,, Nie miałam innego wyboru’’. Te słowa po tym zdarzeniu często można było od niej usłyszeć. Ciągnięta przez czarnowłosą stąpała po schodach prowadzących na dach. Kiedy w końcu dotarły rozejrzała się dookoła i spostrzegła ,że nie są tu  same. Poza nimi było tu jeszcze kilkoro chłopaków i dwie dziewczyny. Parę z nich znała z widzenia, a innych widziała pierwszy raz na oczy. Wszyscy byli starsi. Dużo starsi. Poczuła ,że ktoś łapie ją za ramiona i ciągnie do tego małego tłumku po czym usadawia na podłożu i przytrzymuje.. Lekko otumaniona wypitym wcześniej, na przymus, alkoholem patrzyła co się dzieje. Czarnowłosa dziewczyna, tak dobrze jej znana,podciągnęła rękaw jej bluzy i zdejmując ze swoich spodni pasek zacisnęła go na jej ręce. Wiedziała co zaraz nastąpi. Zaczęła się wierzgać i krzyczeć, wołać o pomoc ,ale silne ramiona napastnika trzymające ją z tyłu i mocne uderzenie, od niebieskookiej prosto w twarz, zaraz stłumiły ten nagły bunt. Z jej rozciętej wargi popłynęła stróżka szkarłatnej, metalicznej w smaku krwi. Spod półprzymkniętych powiek patrzyła na poczynania klęczącej przy niej dziewczyny. Zobaczyła w jej rękach strzykawkę ,lecz nie miała siły protestować. Poczuła ukłucie ,a po chwili czas stanął w miejscu. Jej złote oczy zasnuły się mgłą. Chwilę trwająca ekstaza zniknęła tak szybko jak się pojawiła, a zastąpił ją ogień. Wściekły, palący płomień. A był to dopiero początek tego koszmaru.  Od tamtego dnia brała regularnie wszelakie narkotyki. I to nie sama. Za każdym razem to Diana – Winowajczyni wszystkiego, wstrzykiwała jej wybrane przez siebie dawki. Najczęściej Amfetaminy. Dziewczyna  nie uważała jej już za przyjaciółkę. Jednakże była od niej uzależniona, tak, jak od używek.
-Od teraz już zawsze będziesz moja. Będziesz nie potrzebować. Potrzebujesz mnie prawda?- Doskonale pamiętała jej słowa. Pamiętała jak głaskała ją po głowie. Pamiętała jej spokojny głos. I pamiętała nienawiść, którą do niej w tamtym momencie czuła, a która pozostała już na zawsze.  To przez nią gdy przez kilka dni starała się nie wychodzić z domu, w obawie ,że ją spotka, znosiła niewiarygodne  katusze, cierpiąc w samotności z bólu wywołanego niedostarczeniem organizmowi narkotyku. W końcu udało jej się wyrwać dzięki opiekunką z domu dziecka, w którym często przebywała.. I tak trafiła do tej szkoły. Po całym roku życia z narkotykami, uciekła od swej dręczycielki. Nagle obraz zmienił się i pojawił się pokój w ,którym obecnie się znajdowała. Widziała swoją postać skuloną na łóżku. Czuła się jak duch, swój duch unoszący się i obserwujący swoje ciało. Jednakże przy  swoim  łóżku ujrzała jeszcze coś. Cień. Owy osobnik odgarnął z czoła włosy co wywołało szok na jej twarzy. Znała dobrze ten sposób. Perspektywa widoku zmieniła się i teraz dokładnie mogła się przyjrzeć cieniowi choć dobrze wiedziała kim on jest. Spostrzegła błyszczące dziko, szafirowe ślepia i drżącą dłoń z strzykawką  w ręce. Czarnowłosa złapała dłoń leżącej dziewczyny i już po chwili igła wbita była w żyłę śpiącej dziewczyny
-Już na zawsze będziemy razem. Potrzebujesz mnie…’’ W tym momencie z krzykiem się zbudziła. Serce łomotało jej w piersi tak ,że myślała iż zaraz się stamtąd wyrwie. To nie może być prawda. Jej już nie ma. Nie znajdzie mnie. Powtarzała sobie w myślach, kuląc się na łóżku z głową schowaną w kolanach. Nie wiedziała, że to tak naprawdę jest początek tego koszmaru.

poniedziałek, 17 września 2012

,,Mieszkanie''

Krótki shot, opowiadanie jak kto woli. Należy do serii tych nowszych ,w których mam nadzieję choć trochę się poprawiłam. Zapraszam do czytania.



Wstając cicho z łóżka, kładzie nagie stopy na chłodnej, drewnianej podłodze. Przez jej ciało przechodzi dreszcz z powodowany chłodem bijącym w mieszkaniu. Kroki echem odbijają się od czterech ścian pokoju. Kieruje się w stronę łazienki ,za której drzwiami jej ciało znika. Po krótkiej chwili daje się słyszeć szum wody ,a okienko w drzwiach lekko zaparowuje.
Młody mężczyzna ,leżący na łóżku powoli uchylił powieki ukazując swoje szare ,niedostrzegalne w panującym mroku tęczówki. Dostrzegłszy ,że jego partnerki nie ma obok cały się spiął i postanowił się podnieść co wywołało rwący ból w plecach jak i brzuchu. Gdy do jego uszu doszedł szum lecącej wody uspokoił się i dał spokój  z wstawaniem. Zaczął uporczywie wpatrywać się w szarawy sufit rozmyślając. Martwił się o nią? Tak. Bał się? Też. Bał ,że kiedyś, któregoś dnia zniknie. Obudzi się ,a jej nie będzie obok, a do niego dopiero po chwili dotrze ,że już nie wróci. Że odeszła raz na zawsze. Dlatego nie cierpiał gdy dostawała jakieś zlecenia bądź misje wiążące się z byciem z dala od niego. Nie chciał by to co działo się w jego snach, a może raczej w koszmarach ,wpełzło do rzeczywistości. Wdarło się i zepsuło wszystko to o co tyle walczył. Odgarnął długie kosmyki srebrzystych włosów ,które przykleiły się do spoconego jak i ciepłego policzka i czoła podczas snu. Westchnął cicho.
Minęły już dwa miesiące odkąd zamieszkali razem. Wydaje się ,że mieszkając ze sobą zaledwie tyle czasu nie da się przyzwyczaić do tej drugiej osoby. Nieprawda.
Na początku , owszem. Zdarzały im się kłótnie. I to dość często. Bardzo często. Mieli swoje ciche dni podczas ,których nie odzywali się do siebie ani słowem ,a jedno z nich sypiało na kanapie. Tym kimś zazwyczaj był on, bo dziewczyna zabarykadowywała się w pokoju i ani pomyślała by z niego wyjść. Do tego zawsze on musiał przepraszać bo jej pieprzona duma na to nie pozwalała i gdyby nie on pewnie po dzisiejszy dzień by się do siebie nie odzywali. Po pewnym czasie sytuacja się uspokoiła ,a kłótnie ustały. Tak samo ograniczyli wyzwiska. Teraz nie wyzywali się od najgorszych, a jedynie  zachowali typowe jak na nich nazwy typu Śmieć, Szumowina bądź ewentualnie Szuja.
W gruncie rzeczy mogłoby się wydawać iż wydorośleli ,choć tylko nieliczni ,którzy dość dobrze ich znali zauważyli tę zmianę. Starali się udawać ,że jest tak jak wcześniej ,lecz przecież nie można się wciąż okłamywać prawda ?
Zdjął rękę z twarzy i ponownie przymknął powieki ,nie mając siły by trzymać ich otwartych. Nie czuł się za dobrze, a każdy ,nawet najmniejszy , ruch wywoływał falę bólu. Dopiero teraz zorientował się ,że twarz płonie mu żywym ogniem, a po skroniach spływają kropelki potu. Sen ponownie zaczął go nużyć, a jemu nie chciało się opierać. Zasypiając usłyszał szczęk zamka ,a następnie ciche skrzypienie starych, drewnianych drzwi. Przez pewien okres czasu słychać było cichutkie krzątanie się po pokoju przez dziewczynę. Gdy wszystko już było załatwione ,nastała nieznośna cisza. W mroku, przysypiając nie usłyszał kroków dziewczyny i cienia jej ciała nachylającego się nad nim. Delikatnie musnęła jego usta swymi wargami. Jednakże gdy jej policzek otarł się przypadkowo o jego ledwie zdusiła cichy jęk. Był niesamowicie gorący ,niemal jak rozżarzony węgiel. Dotknęła go wierzchem dłoni, którą od razu po spotkaniu z rozpaloną skórą zabrała. Przeklęła pod nosem i ponownie wróciła do łazienki ,z której wyniosła ręcznik przesiąknięty chłodną wodą ,który położyła na jego czole. Spojrzała na zegarek. Zaraz się spóźni. Ale przecież nie może go zostawić w takim stanie. Zabrała z szafki telefon i przeszła do drugiego pokoju, z którego dało się słyszeć jej szept podczas rozmowy. Gdy wróciła do pomieszczenia ponownie dotknęła jego policzka. Wciąż był ciepły. Westchnęła i przysuwając do łóżka krzesło ,oparła ręce na łóżko i położyła na nich głowę, bacznie przypatrując się chłopakowi. Gdyby się dobrze przyjrzeć ,w jej oczach dostrzec można było nutkę czułości gdy spoglądała na jego śpiącą buzię. Na jego lekko rozwarte usta, na cień na policzku rzucany przez długie rzęsy, na wypieku na policzkach ,widoczne w nikłym świetle rzucanym przez lampkę. Przesiedziała tak parę godzin co pewien czas zmieniając kompres aż w końcu  znużona zasnęła.
Obudziwszy się od razu otworzył oczy. Wciąż nie mógł się podnieść ,a pulsujący ból i zawroty głowy uniemożliwiały mu widzenie. Dopiero gdy zamrugał kilkakrotnie obraz się wyostrzył. Rozejrzał się dookoła na tyle, ile pozwalała mu pozycja leżąca. Zdziwił się gdy ujrzał ciemną czuprynę ,trochę zakrywającą twarz opartą na dłoniach. Drżącą ręką powoli odgarnął włosy zaczesując jej je za ucho. Jednak dopiero teraz zorientował się ,że dziewczyna wciąż tu jest. Spojrzał odruchowo na zegarek stojący na komodzie, który wskazywał równo siedemnastą co oznaczało ,że już kilkanaście godzin temu nie powinno jej tu być. Dźgnął ją łagodnie ,a zarazem stanowczo palcem w policzek starając się obudzić. Poskutkowało i zaraz po tym jej powieki zaspane zaczęły się unosić. Obrzuciła go nieprzytomnym spojrzeniem ,który zaraz po tym od razu oprzytomniał. Szybko podniosła się i nachyliła nad nim zdejmując ręcznik i dotykając dłonią czoła.
-Lepiej Ci już?- Spytała przygryzając dolną wargę.- Wybacz zasnęłam.
-Czemu wciąż tu jesteś?
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie, niewdzięczny rekinie. Myślałeś idioto ,że zostawię Cię w takim stanie ?- Uniosła jedną brew.
-Uch. W jakim stanie ? Ja jestem okazem zdrowia.- Jak na te słowa od razu zaczął się podnosić jednak rwący ból nie pozwolił mu na to.
-Właśnie widać. Leż tu i się nie ruszaj. Zaraz wracam. – Z tymi słowami ponownie zniknęła za drzwiami prowadzącymi do łazienki po czym wróciła z kolejnym, chłodnym i wilgotnym ręcznikiem ,który ułożyła na jego czole.
Gdy już miała zabierać rękę, poczuła chwyt na nadgarstku i po chwili kontaktu z rzeczywistością zorientowała się ,że pociągnięta wylądowała na nim. Czuła jego nierówny oddech. Jak jego klatka piersiowa unosiła się i opadała. Spojrzała na niego zdenerwowanym wzrokiem, który przez zmartwienie zapewne nie wyszedł tak jak powinien.
-Uch. Idioto puść mnie. Nie powinieneś…
-Specjalnie dla mnie zrezygnowałaś z zadania ?- Jego pytanie troszkę ją zdziwiło.
- A kto jak nie ja zająłby się Tobą? W końcu od tego jestem.- Posłała mu słaby, zmęczony uśmiech pomimo ,którego jej oczy błyszczały. Przyglądał się chwilę jej twarzy ,dokładnie ją lustrując. Po krótkiej chwili delikatnie przesunął się w bok i przechylając się lekko , delikatnie ułożył ją obok siebie tym samym zrzucając okład z głowy czego oboje nie zauważyli. Wyciągnąwszy dłoń, chwycił jej leżącą  prosto na pościeli i splótł ich palce wciąż ją obserwując. W końcu zamknął oczy i uśmiechnął się.
-Nikt.- Zasnął.
Ona natomiast leżała jeszcze chwilę wpatrując się w jego spokojną twarz po czym mruknęła coś pod nosem i przymknęła powieki oddając się w objęcia Morfeusza.






Tak wiem, końcówkę całkiem zawaliłam. Tak samo jak i zapewne początek. Jedynie trochę pomiędzy mi się podoba. No ,ale cóż.. Zdanie należy do was :)
Pozdrawiam.

niedziela, 29 lipca 2012

Znajomy z rozmowy. Cz 1.

No tak.. A więc kolejne moje ,,Dzieło'' Jak zwykle zapewne beznadziejne no ,ale cóż. Może przynajmniej komuś się spodoba.


Wchodząc do pokoju od razu rzuciła ciężkie buty w kąt. Włączyła laptopa i rozwaliła się na łóżku czekając na załadowanie się komunikatora. Po uruchomieniu się programu pierwszym co spostrzegła była obecność PonyTaila i Sharka. Trzykrotnie kliknęła w nazwę pierwszego by otworzyć okienko rozmowy.  Nim zdążyła do niego napisać pojawił się komunikat z informacją ,że dostała wiadomość od Rekina. Z lekkim ociąganiem odebrała wiadomość.
Shark: Vooi! Cześć :d
Lexa: Dobry.
Shark: Stęskniłaś się ? ^w^ Bo ja bardzo.
Lexa: A ja wcale ;p
Shark: Vooi! Ranisz mnie T^T. Łamiesz me serce. Q.Q
Lexa: O.o To Ty je masz ?
Shark : Może ._.
Lexa: Może nie -,-
Shark: Oj nie kłóć się. I tak wiesz ,że nie wygrasz :3 Poza tym przyznaj się ,że kochasz i uwielbiasz ze mną pisać
Lexa: Nie.
Shark: Tak. Już dwa lata ze sobą piszemy ^^ To jest miłość <333
Lexa: Przestań pisać jak jakiś pokemon -,-
Shark: Jeśli przyznasz :333
Lexa: Nie!
Shark: Voooi! A ja Cię tak lovciaaam <333333 Pomaluje sobie dla Ciebie paznokcie na różoffffo :3333.
Lexa: Szatanie, przestań ! Dobra, lubię z Tobą pisać >.<
Shark: E tam. Lubić to sobie możesz. Przyznaj ,że uwielbiasz.
Lexa: Nie. I tak mi nic nie zrobisz :P
Shark: Jesteś pewna ? Mogę przyjść w nocy i Cię zgwałcić =w=
Lexa: Nie zrobiłbyś tego ._. Przecież jesteś ode mnie starszy o rok. Nie masz doświadczenia.
Shark: No właśnie. ^^
Lexa: -,-‘’ Irytujesz mnie.
Shark: Wiem. I za to mnie lubisz.
Lexa: Noo.. Trzeba przyznać :d
Shark: Ha!! Vooi! Wiedziałem . ^w^
Lexa: Nie ekscytuj się tak. Poczekaj chwilę muszę do kogoś INNEGO napisać >.>
Shark: Zdradzasz mnie ? Q.Q Jak Ty mogłaś ? Ja jestem Tobie wierny aż po dziś T^T…. I to na serio. Dla Ciebie nie mam i nie miałem nikogo o.O
Lexa: Boshe O.O Żeś Ty tyle wytrzymał ^w^. Jestem grzechu warta *^*
Shark: Taa yhy >.>
Lexa: Czyżbyś teraz wątpił ? Czyli nie jestem warta takowego poświęcenia ? <Foch>
Shark: Niee.. Żartowałem. Skarbie ^^’’.
Shark: Lexa… Jesteś ? Nie obrażaj się ._.
Shark: Kotku …
Shark: Nie zostawiaj mnie T^T.
Shark: Czuję się takiiii saaamotny TT^TT.

Zminimalizowała okienko z jego rozmową i przeniosła się do PonyTaila.
Lexa: Witam.
PonyTail: Cześć.
Lexa: Co tam ? Jak humor ? Znów ktoś Cię dziś zirytował ?
PonyTail: Ile Ty możesz zadawać pytań ?
Lexa: Nie odpowiada się pytaniem na pytanie -,-
PonyTail: -,-‘’ Masz problemy.
Lexa: Tak wiem ^w^. Wyjdziesz dzisiaj ?
PonyTail: Nie . -,-
Lexa: Yuu.. Q.Q
PonyTail: Nie nazywaj mnie tak!
Lexa: Ja ,nie mogę ? Ranisz mnie. Myślałam ,że się przyjaźnimy…
PonyTail: -,- Nie złapiesz mnie na to.
PonyTail: Ehh.. No dobra.. A więc… U mnie całkiem w porządku. Humor też ,a u Ciebie ?
Lexa: Ujdzie.
PonyTail: Jak spotkanie ?  ^^
Lexa: Łoo cholera Yuu użył tej minki O.o Chwila idę zapisać w kalendarzu . :3
PonyTail : -,-‘’ Daruj sobie.
Lexa: Ale toż to jest wydarzenie. ^^
PonyTail: Ta wprost wielkie. Dostanę własne święto -,-
Lexa: Mogę to załatwić *O*
PonyTail: -,-‘’ Gadaj jak na spotkaniu.
Lexa: Normalnie ._.
PonyTail: Dostałaś się ?
Lexa: Nie ._.
PonyTail: -,-
Lexa: Uciekłam stamtąd T^T. Gdybyś Ty zobaczył z kim miałabym pracować O.o . Załamać się idzie x_X
PonyTail: Ehh..  Biedactwo >.>
Lexa: Ehh.. Pocieszyłbyś mnie Q.Q
PonyTail: A co ja robię ? -,-
Lexa: A tak. Ekhm.. Pocieszenie w wersji Pana Yuu -,- Wybacz zapomniałam .
PonyTail: Ehh.. No już dobrze. Zapraszam Cię do siebie -,-. Albo na lody.
PonyTail: Dobra nie ! Ty już pewnie skojarzenia będziesz mieć >.<
Lexa: x3 W sumie nie miałam .__.
PonyTail: Ta jasne -,-
Lexa: Ale na serio ._. Póki się nie odezwałeś >.<
PonyTail: To zapraszam Cię do parku -,-
Lexa: Hmm.. Niech pomyślę.
*Shark przysyła wiadomość *
Lexa: Czekaj chwilę -,- I do parku – Ok.
PonyTail: Nie ma odwrotu . Inaczej już nigdzie nie idę.
Lexa: Oh… Nie zrezygnowałabym z czegoś takiego ^^. Ok. z.w :D
PonyTail: Jassne.

wtorek, 12 czerwca 2012

Rysunki^^

W realu wyglądają przynajmniej trochę lepiej, lecz mój aparat jest do niczego i wychodzi takie cuś.